Tadeusz Jurasiński

Mimo moich chorób, mimo czasami różnych dolegliwości trzeba się cieszyć i mieć nadzieję, że później spotkamy się z Panem Jezusem w niebie. Tam już będzie raczej bezstresowe życie, bez bólu, bez problemów życiowycho swojej pracy kościelnego, będącej zarazem pasją i powołaniem, opowiada Tadeusz Jurasiński.

PRACA KOŚCIELNEGO

Dzień pracy kościelnego wygląda następująco:  wstaję wcześnie rano i jadę do Kościoła na Mszę Świętą.  U nas, w dzień powszedni, Msza Święta jest o godzinach 6.30 i 7.00. Muszę pootwierać wszystkie bramy, odemknąć kościół, trzeba też przygotować do ceremonii szaty liturgiczne, zaświecić świeczki. Oczywiście jeszcze pół godziny wcześniej muszę zadzwonić dzwonami na Mszę Świętą, zaświecić światła w kościele. A potem jest kolejna Msza. Po niej należy przykryć oba ołtarze, pozamykać co trzeba, no a obecnie, w czasie pandemii, musze dodatkowo zdezynfekować konfesjonały, klamki, następnie tylko umyć rączki i do domciu! Do tego dochodzi jeszcze wieczorna Msza święta, a w poniedziałki i soboty jest dodatkowo sprzątanie kościoła – wtedy do pomocy przychodzą ludzie z Dynowa i ja też muszę przy tym być.

ODPOWIEDŹ Z GÓRY

Po Pierwszej Komunii Świętej zostałem  ministrantem i tym ministrantem byłem w szkole, w szkole średniej, również wtedy, kiedy jeździłem na rowerze do Wary pracować na budowie. Przez cały ten czas służyłem do mszy. Później już takie myśli przyszły – myślę, że to stamtąd, z góry przyszły – że chciałbym zostać kościelnym. I akurat, już niedługo, Ksiądz Dziekan Stanisław Janusz zapytał mnie, czy nie chciałbym nim zostać. Oczywiście odpowiedź miałem przygotowaną, też przyszła stamtąd, z góry.

Pracę zacząłem pierwszego stycznia 1997 roku, później miałem pięć lat przerwy z powodu renty leczniczej po operacji tętniaka mózgu. No i tak do tej pory pracuję.

PRACA-PASJA-POWOŁANIE

Kościół to dla mnie taki dom, gospodarstwo, którym trzeba się opiekować. Jak jakiś kwiatek klapnie, to też trzeba go wynieść, lub podratować go w miarę możliwości, w lecie dochodzi koszenie trawy wokół kościoła, w zimie odśnieżanie. Wtedy trzeba wstać w czwartek rano, śniadanko obfite – żeby mieć siły przy tej szufli – i ogień!

Kościelny to praktycznie praca na cały etat. W mniejszych parafiach zdarza się dochodzący kościelny,  albo ksiądz musi sobie sam radzić. Czasem trzeba wyrzec się pewnych przyjemności, bo im większe święta to więcej mam roboty, oczywiście Święta Bożego Narodzenia są bardzo piękne czy Święta Wielkanocne są piękne, no ale ja mam wtedy najwięcej roboty. Można powiedzieć, że ja świętuję dopiero po świętach.

CZEGO UCZY PRACA KOŚCIELNEGO?

Z pewnością pokory  –  czasami człowiek sobie coś zaplanuję, a tu wszystko idzie w drugą stronę, pod prąd. Trzeba mieć więc w sobie pokorę, ponadto być zdyscyplinowanym, choć zdarza się, że czasem po prostu się nie chce. Kościelny musi mieć też dobry kontakt z ludźmi – bo czasami trzeba wysłuchać, gdy ktoś chce się wyżalić, nierzadko doradzić, czasem coś podpowiedzieć. Wiadomo, że bywa  radośnie  – bo takie chrzty i wesela to radosne uroczystości, ale już na pogrzebie trzeba zachować powagę i wtedy niejednokrotnie popłynie łza. Nawet, gdy jest pochówek dotyczy obcej mi osoby.

POGODA DUCHA

Często ludzie mówią, że kojarzą mnie z uśmiechem. Obecnie tej mój uśmiech jest mniej widoczny ze względu na maseczkę, ale podobno potrafię śmiać się oczami. Wiadomo, nawet kościelny ma swoje problemy –zdrowotne, czy inne – ale mimo bólu trzeba się uśmiechać. Trzeba z tych chorób się śmiać, żeby człowiek nie zwariował.